Nasz magazyn otrzymał zaproszenie na degustację nowego menu w restauracji „Zielona” w Psarach, która odbyła się 12 września 2014 r. Restauracja mieści się blisko centrum ogrodniczego, przy dość ruchliwej drodze w kierunku Poznania, zaraz za Wrocławiem. Na spotkanie wybrała się nasza przedstawicielka – Żaneta.

Resturacja Zielona1

Już na początku przywitali mnie: menedżerka – Anna Kolasa, pani Michalina Ściborska – organizatorka spotkania oraz szef kuchni. Po krótkim wstępie rozpoczęliśmy degustację, a właściwie ucztę, bo zaserwowano nam wszystkie dania z nowego, jesiennego menu. W zmniejszonych porcjach oczywiście, ale mimo to ciężko było po tym wszystkim wstać od stołu. Warto dodać, że restauracja zmienia swoje menu sezonowo – co 3 miesiące, dzięki czemu wszystkie dania z karty przygotowywane są ze świeżych i lokalnych produktów.
Na pięknie zastawionym stole czekały na nas pyszne napoje: woda z miętą i cytryną dla tradycjonalistów i lekko korzenny kompot z dyni dla tych odważniejszych. Dodatkowo serwowano białe i czerwone wino. Poza napojami mogliśmy częstować się świeżym, wypiekanym na miejscu chlebem na zakwasie i wyborną pastą kanapkową z dyni. Pasta zrobiła przy moim stoliku furorę i raczyliśmy się nią między kolejnymi posiłkami. Przepis zdecydowanie do odtworzenia w domu!
Jako przystawki podano nam grzaniec dyniowy na białym winie (idealny na zimne jesienne wieczory), krewetki z dynią, mango i chilli (bardzo pikantne danie o idealnie skomponowanych składnikach) i jedną z najlepszych potraw wieczoru: kozi ser z Widawy panierowany w siemieniu lnianym z karmelizowaną dynią. Ciężko opisać smak tak idealnego dania. Kozi ser był pyszny, a jednocześnie nie dominował nad całością dzięki wcześniejszemu zamarynowaniu. Karmelizowana dynia rozłożyła moje kubki smakowe na łopatki – tego po prostu trzeba spróbować!
Po pysznych przystawkach przyszedł czas na rozgrzewające zupy, które mocno podniosły temperaturę przy stole. Ode mnie osobiście duży plus za użycie bulionów warzywnych – jako wegetarianka mam nie lada problem, żeby w restauracji zjeść taką zupę. Obie zupy, czyli krem z dyni i krem borowikowy były bardzo łagodne, a mimo to nie mdłe. Smaczku dodawały mleko kokosowe i kremowy twarożek.
Po sycących zupach na stół wjechał talerz z daniami głównymi. Pierogi z dynią, parmezanem, chilli i pesto z rukoli przyćmiły wszystko. Kolejna gwiazda wieczoru – według mnie perfekcyjne danie. Ciasto było takie, jakie sama chciałabym kiedyś robić, dyniowy farsz rozpływał się w ustach, a całości dopełniało mocno czosnkowe pesto. Będę eksperymentować z tym przepisem.
Przy daniu głównym zabrakło mi już miejsca! A do spróbowania trochę było – makaron pappadelle z prawdziwkami, a do tego dodatki: pieczone buraki (słodziutkie, pyszne!), frytki z dyni (niby zwykła dynia, a jaka dobra) i sałata z dyniowym pesto (no cudo!). Sam makaron był bardzo smaczny, jednak nie podbił mojego serca jak inne potrawy. Może dlatego, że sama często taki robię w swojej kuchni. Koneserom grzybów jednak zdecydowanie polecam!
Jeśli myślicie, że na tym szef kuchni poprzestał rozpieszczanie naszych podniebień i dał odpocząć naszym żołądkom, to grubo (dosłownie) się mylicie. Otóż przed nami pojawiły się trzy desery: pudding z tapioki z musem śliwkowym, surowa tarta malinowa i lody dyniowe. Moje serce skradła tarta. Była z jednej strony sycąca, dzięki zbitemu spodowi z orzechów i daktyli, a jednocześnie lekka, za sprawą puszystego kremu z mleka kokosowego. Całości dopełniały świeże, słodkie maliny. Pudding z tapioki był dla mnie za mało słodki, a lody dyniowe nie przekonały przez swoją konsystencję, ale pozostałym gościom bardzo przypadły do gustu. Po deserze zaserwowano nam jeszcze kawę. Ja wybrałam wersję z mleczkiem kokosowym – cóż, to było idealne zakończenie wieczoru.

Resturacja Zielona

Po kolacji każdy z gości otrzymał od organizatorów miłą niespodziankę – zestaw wyrobów, których mogliśmy tego dnia spróbować, czyli pastę z dyni, mus śliwkowy i chleb żytni na zakwasie. Z radością zabrałam je ze sobą do domu wraz ze wspaniałymi wspomnieniami doznań kulinarnych na najwyższym poziomie.
Gorąco polecam restaurację „Zielona”. Może nie znajduje się w centrum miasta, ale dla takiej kuchni warto wybrać się kawałek dalej. Ja na pewno zawitam tam jeszcze nie raz!

Tekst i zdjęcia: Żaneta Hajnowska – cupcakefactory.pl

Restuaracja Zielona2