Marina (1)

W centrum Wrocławia, między dwoma mostami – Uniwersyteckim i Pomorskim, przy ulicy Księcia Witolda 2, znajdują się dwie restauracje – Przystań i Marina. Świetna lokalizacja, widok na Odrę, a także możliwość podziwiania gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego czyni je wyjątkowo atrakcyjnymi dla odwiedzających.

Oba lokale cieszą się sporym zainteresowaniem, ja jednak zdecydowałam się zaglądnąć do Restauracji Marina. Pierwszym kryterium, jakie wzięłam pod uwagę dokonując wyboru miejsca, w którym chciałabym zjeść, były informacje zamieszczone na stronie internetowej.

Marina (4)

Jak sami o sobie piszą, to podróże w słoneczne zakątki świata stały się dla nich inspiracją do stworzenia niepowtarzalnej oferty kulinarnej, a swoje dania przedstawiają jako połączenie słonecznej Italii pachnącej świeżymi ziołami i aromatycznym winem ze świeżością owoców morza i ryb. Jako, że jestem fanką śródziemnomorskich smaków, nie mogłam dokonać innego wyboru.

Interesujący również wydał się fakt, że w restauracji przygotowuje się potrawy z wykorzystaniem nowoczesnych metod kulinarnych, co pozwala daniom zachować naturalne walory smakowe oraz wszelkie wartości odżywcze. Postanowiłam to wszystko sprawdzić.

Marina (2)

Już przekraczając próg, poczułam marynistyczny klimat tego miejsca. Na ścianie blisko baru przywitał mnie widok galionu przedstawiającego kobietę-syrenę, a zawieszone pod sufitem wiosła oraz otwory w oparciach krzeseł przypominające bulaje,dodatkowo spotęgowały to wrażenie. Miła dla oka, naturalna kolorystyka, przemyślane umeblowanie oraz dbałość o takie szczegóły, jak modele statków na półkach, piękne zdjęcia wiszące na ścianach czy przykrycie stołów płóciennymi obrusami, niezaprzeczalnie tworzą klimat mariny.

Kelner zaproponował mi miejsce przy oszklonym tarasie z pięknym widokiem na rzekę oraz Uniwersytet. Zamówiłam herbatę i rozpoczęłam degustację od przystawki. Zanim jednak trafiła na mój stół, miałam okazję oglądać proces palenia siana na tarasie Mariny, dokonywanego przez szefa kuchni Karola Sankowskiego, który wykorzystuje je w kuchni nie tylko do wędzenia. To dopiero był widok!

Marina (5)

Przed przystawką zostałam poczęstowana amuse bouche, która zaskoczyła mnie przede wszystkim podaniem. Smażoną skórkę z kurczaka, z masłem jabłkowym oraz estragonem, w przybraniu z listków sałat, zaserwowano mi na niecodziennej zastawie, czyli kamieniu. Była to ciekawa i chrupiąca przekąska, dobrze uzupełniona przez element kremowy w postaci masła oraz przez tzw. garnish, czyli przybranie, który dodał jej lekkości i świeżości.

Na przystawkę wybrałam tatar z polędwicy wołowej wymieszany z żółtkiem i gorczycą, podany z marynowanymi, a następnie palonymi szalotkami oraz płatkami trufli. To było niezwykle smaczne danie, wykonane – jak się później okazało – z dolnośląskiej wołowiny, w którym gorczyca podkreślała smak mięsa, a trufle dodawały daniu aromatu. Świetnym dodatkiem okazały się chrupiąca rzodkiewka i kiełki słonecznika.

Zatrzymam się chwilę przy truflach. Lubię wiedzieć, skąd kucharz bierze składniki do tworzonych przez siebie dań. Miałam więc niekłamaną przyjemność porozmawiać z szefem kuchni i dowiedzieć się, że po te niesamowite grzyby jeżdżą do Włoch. Na świeżych truflach przygotowują aromatyczne oleje, sami robią również pastę truflową oraz serwują carpaccio z trufli.

Marina (10)

Jako, że element włoski zapowiedziany przez restaurację w informacjach zamieszczonych na stronie internetowej pojawił się w karcie, przyszła kolej na próbowanie owoców morza, ryb i wina.

Zacznijmy od tych pierwszych. Na moim stole zawitał w punkt wysmażony przegrzebek z galaretką o smaku ogona wołowego, jarmużem, jabłkiem oraz palonym porem. Do tego osobno podany został bulion dashi, przygotowany na suszonych płatkach tuńczyka bonito oraz glonach kumbu. Gorący płyn roztopił galaretkę i płatki soli, nadając daniu niezwykłego smaku i aromatu. Bardzo lubię takie zestawienia, bo sprawiają, że potrawa nabiera tzw. wielowymiarowości.

Marina (6)

Restauracja Marina ma w swej ofercie spory wybór wina. Sezonowo selekcjonuje i prezentuje się tu w karcie, wina które są rzadko spotykane, często nazywane niszowymi. Kelner zaproponował mi austriackie Pinot Noir, Esterházy z rocznika 2013, z mocno wyczuwalną nutą truskawki, wiśni oraz dębu.

Do wina, zdecydowałam się zamówić pasujący do tego trunku filet z czarnego halibuta na purée z palonych na maśle białych warzyw, podany z szyjkami z raków, pyłem z czarnuszki oraz koperkową oliwą. Dodatkiem były pestki dyni, listki brukselki i sałaty. Chrupiąca skórka, zwarte, ale miękkie mięso halibuta, pysznie przyrządzone białe warzywa i wszystkie dodatki sprawiły, że danie było po prostu wyśmienite.

Zawsze jestem ciekawa technik, jakie kucharze stosują do przygotowywania swoich dań. Kiedy więc w menu wyczytałam, w jaki sposób podają tu kaczkę, zrezygnowałam z deseru. Przygotowana sous-vide, w klasycznym sosie demi-glace, z gratin z ziemniaków, pasternaku i marchwi, w towarzystwie ratatouille, na purée z malin, winogron oraz borówki. Delikatne, różowe mięso kaczki, pyszny sos, idealnie przyrządzone warzywa i owocowe wykończenie – napiszę krótko – rewelacja.

Marina (11)

Wszystkie próbowane i opisane przeze mnie potrawy zostały faktycznie wykonane ze składników najwyższej jakości, świeżych i tym samym bardzo smacznych. Widać również bardzo dużą dbałość w prezentacji dań na talerzu. Porcje były odpowiednich rozmiarów, nie olbrzymie i nie za małe. W menu Mariny, prócz dań mięsnych, znajdą dla siebie również coś wegetarianie, wielbiciele sałatek oraz deserów.
Dużym plusem karty jest spory wybór przystawek, ryb, owoców morza i mięs. Za dobre rozwiązanie uważam także zamieszczenie w niej informacji o tym, że niektóre potrawy mogą zawierać alergeny, a także jednoczesną prośbę o poinformowanie kelnera o naszych uczuleniach.

Marina (8)

Gdybym miała krótko podsumować kuchnię tego miejsca, opisałabym ją w tych słowach – klasyka i nowoczesność.

Podczas mojego prawie 3-godzinnego pobytu w Restauracji Marina, obsługa była sympatyczna i profesjonalna. Bardzo mile spędziłam tu czas, mogąc jednocześnie nacieszyć podniebienie wyśmienitym jedzeniem, a także zrelaksować się i cieszyć widokiem Uniwersytetu od strony rzeki.

Restauracja Marina posiada również certyfikat miejsca przyjaznego dzieciom, co oznacza, że znajdziecie tu kącik dla maluchów, w którym mogą miło spędzić czas. W lokalu znajdziecie również miejsce do przewijania dzieci. Jeśli nie lubicie zostawiać swoich zwierząt w domu, będą w tym miejscu również mile widziane. Nie ma też kłopotu z szybkim połączeniem się z Internetem, ponieważ restauracja wyposażona jest w szerokopasmowe łącza WiFi.

Niestety pogoda nie pozwoliła mi na skorzystanie z tarasu, ale latem na pewno jest on świetnym miejscem na spotkania i degustację. Bez wątpienia będę tu częściej zaglądać.

Marina (9)

Tekst i zdjęcia Joanna Aniszczyk – ilovetoeat.pl
Recenzję Mariny znajdziecie również w 9. numerze KOTŁA.